wtorek, 6 maja 2014

One Shot Kasi Verdas ,,Love will remember"

,,Love will remember"

Miłość to rzadki kwiat. Wyrasta tylko czasami. Miliony ludzi żyją w błędnym przekonaniu, że go posiedli. Wierzą, że kochają, ale jest to tylko ich przekonanie.
Miłość jest unikalnym kwiatem. Zdarza się tylko niekiedy. Jest unikalna, ponieważ przytrafia się tylko wtedy, gdy nie ma strachu, nigdy wcześniej. Oznacza to, że miłość może przydarzyć się tylko osobie głęboko uduchowionej, religijnej. Seks jest możliwy dla wszystkich. Znajomość jest możliwa dla wszystkich. Miłość nie.
Kiedy się nie boisz, nie masz niczego do ukrycia, wtedy możesz być otwarty, możesz usunąć wszystkie granice. A potem zaproś drugą osobę, aby poznała twoje wnętrze.
Dwoje ludzi posmakowało właśnie takiej miłości. Tej jedynej, prawdziwej, która nie oczekuje  niczego w zamian 

A wszystko zaczęło się z pozoru prozaicznie. Poznali się jak tysiące osób na tej planecie. Nic nie wskazywało na to, że połączy ich jakiekolwiek uczucie.
Był to kolejny słoneczny, wakacyjny dzień. Wysoka szatynka chodziła właśnie po swojej ulubionej galerii handlowej. Dziewczyna jak setki innych. Niewyróżniająca się niczym specjalnym. Ubrana w krótkie niebieskie szorty, zwiewną podkoszulkę na ramiączkach. Przez ramię miała przewieszoną torebkę należącą do firmy Louis Vuitton. A w  swojej lewej dłoni trzymała swojego białego iPhon'a.  Promienie słońca wdzierały się do środka budynku przez przeźroczysty dach i odbijały się od szybki jej telefonu przez co lekko raziło ją w oczy. Zbliżało się południe, więc w galerii panował coraz większy tłok. Przedzierała się przez ludzi chcą dojść do swojego celu. W pewnym momencie poczuła silny ból lewego ramienia. Przymrużyła na chwilę oczy i wylądowała plackiem na ziemi. Szybko podniosła głowę chcąc ujrzeć sprawcę bólu jej ręki i tyłka.
 Szatyn o brązowych oczach spoglądał właśnie ze zdziwioną miną na dziewczyną siedzącą na ziemi.
-Może byś patrzyła jak łazisz?! Nie jesteś sama na tym świecie!-mówił i patrzył na jej coraz bardziej rozłoszczoną minę.
-Ja mam patrzyć jak chodzę?! To ty mnie popchnąłeś i jeszcze masz do mnie pretensje!-krzyknęła, podniosła się ziemi i otrzepała się ze śmietek-Idiota!-powiedziała jeszcze do chłopaka, który dalej stał w miejscu i przyglądał się dziewczynie, która już odchodziła.

Stał jak zaklęty i w dalszym ciągu spoglądał na dziewczyną, która znikała w tłumie ludzi. Dopiero teraz dotarły do niego słowa, które wypowiedział do czarującej dziewczyny. Chodź widział ją kilka minut to wiedział, że tak łatwo o niej nie zapomni. Czuł jeszcze woń jej pięknych perfum. Widział jej rozwiane włosy i niesforne kosmyki opadające jej na drobniutką twarzyczkę. Była kimś więcej niż tylko kolejną napotkaną dziewczyną. Była tym niezwykłym promyczkiem nadającym sens życiu. Już teraz wiedział, że nie może jej pozwolić odejść. Szybko zaczął biec w kierunku w którym znikała za tłumem ludzi. Po chwili ją zauważył i szybko do niej podbieg.
-Poczekaj!-lekko zdyszany staną przed dziewczyną-Przepraszam. Nie powinienem się tak zachowywać. Po prostu się zamyśliłem.
-Dobrze. Nic wielkiego się nie stało-powiedziała i chciała wyminąć chłopaka, ale chwycił ja za nadgarstek.
-Emm masz może jakieś plany na popołudnie?-spytał nieśmiało dalej trzymając szatynkę.
-Nie nie mam, ale....-chciała coś powiedzieć, ale jej przerwał.
-W takim razie zapraszam cię na spacer-oznajmił z lekkim uśmiechem.
-Mam iść gdzieś z chłopakiem, którego w ogóle nie znam i jeszcze przez którego zaliczyłam bolesne spotkanie z ziemią?!
-I właśnie teraz masz okazje żeby mnie poznać i nie będę ci już obcy. To co ty na to?-uśmiechną się do niej zalotnie.
Dziewczyna lekko się uśmiechnęła i wpatrywała się w jego brązowe oczka z małymi iskierkami.
Nie wiedziała czemu, ale nie potrafiła mu odmówić. Nawet się trochę zawstydziła co nie zdarzało się jej przy chłopakach. Czyżby miał się okazać kimś więcej niż tylko kolejnym napotkanym chłopakiem?!
Dokładnie przyglądała się jego twarzy. Chciała dostrzec każdy najmniejszy szczegół. Lekkie dołeczki gdy się uśmiecha. Długie czarne rzęsy. Włosy lekko postawione na żelu a w promieniach słońca świeciły jak złoto. Uśmiechnęła  się do niego.
-Dobrze, czemu nie-oznajmiła.
-Zatem może zaczniemy od początku. Jestem Leon.
-Violetta-delikatnie uścisnęli sobie dłonie i ruszyli do wyjścia..
Spacerowali po pięknym parku. Od razu znaleźli wspólny język i świetnie czuli się w swoim towarzystwie.
Z dnia na dzień stali się przyjaciółmi. Rozumieli się bez słów. Czas spędzony razem nigdy nie był zmarnowany. Kiedy tylko się spotykali od razu na ich twarzach gościł uśmiech.
Łączyła ich silna więź, ale na początku żadne z nich nie mogło stwierdzić czy jest to przyjaźń czy może niesamowita miłość, która z dnia na dzień stawała się silniejsza.
Po pewnym czasie obydwoje prag­nęli mieć ko­goś kto będzie tu­lił i kochał, kto będzie blis­ko, kto zat­rzy­ma się choć na chwilę przy nas, kto po­może się poz­bierać, gdy wszys­tko będzie się rozpadać. I uświadomili sobie, że przy sobie tak się właśnie czują.

Nadszedł kolejny sierpniowy dzień. Wyjątkowo ciepły i słoneczny. I to właśnie dziś szatynka umówiła się z Leonem w parku. Mieli się wybrać na spacer po okolicy. Uśmiechnięta od ucha do ucha szła w wyznaczone miejsce. Gdy tylko zobaczyła obiekt swoich westchnień poczuła przyjemne ciepło wypełniające ją od środka. Wiedziała, że już długo nie będzie dała rady ukrywać swoich uczuć do chłopaka, ale boi się, że to wyznanie może zniszczyć ich przyjaźń.
-Hej-przywitała się nieśmiało.
-Hej-uśmiechną się do niej i cmokną w policzek-Idziemy?-spytał a dziewczyna lekko kiwnęła głową. Spacerowali po parku. Śmiali się i rozmawiali, ale jednak nie było tak jak zawsze. Szatyn był bardzo skrępowany.  Widać było, że się czymś denerwuje.
-Leon wszystko w porządku?
-Tak, znaczy się bo ja muszę ci coś powiedzieć-chłopak staną na przeciwko niej, ujął  jej dłonie i popatrzył prosto w jej piwne oczy-Pamiętasz dzień w którym się poznaliśmy?-Violetta lekko przytaknęła-Gdy tylko cię zobaczyłem wiedziałem, że nie będziesz mi obojętna. Jesteś niezwykła. Nigdy nie poznałem takiej dziewczyny i na pewno już nie poznam. Teraz wiem, że nie mogę już bez ciebie żyć. Wiem, że przy tobie mogę wszystko i nie dla mnie żadnych ograniczeń. Może dla ciebie jestem tylko przyjacielem, ale ty dla mnie jesteś kimś więcej, znacznie więcej.....zakochałem się w tobie i tego nie zmienię-chłopak spuścił wzrok. Nie wiedział jaka będzie reakcja dziewczyny. Natomiast Violetta nie mogła w to wszystko uwierzyć. Chłopak w którym skrycie się podkochiwała właśnie wyznał jej miłość. W tym momencie była najszczęśliwszą osobą na świecie. Ze łzami w oczach rzuciła się mu na szyję. Leon na początku był trochę zdezorientowany bo nie spodziewał się takiej reakcji  szatynki, ale szybko odwzajemnił uścisk.
-Kocham cię-wyszeptała mu na ucho a chłopak się uśmiechną i jeszcze mocnej przytulił do siebie dziewczynę.
-Ja też cię kocham-powiedział i delikatnie odsuną się od dziewczyny przez co mógł zobaczyć jej zaszklone oczka i piękny uśmiech na twarzy.
W tym momencie przestał się dla nich liczyć cały świat. Byli tylko oni w swojej własnej bajce. Chyba żadne z nich nie przypuszczało, że to wszystko się tak potoczy, ale zdecydowanie szczęśliwie.
W tym momencie oboje pragnęli tego samego. Powoli się do siebie zbliżali, stykali się nosami. Czuli na twarzy swoje oddech. Zaczęły dzielić ich milimetry. Największe milimetry w ich życiu. Aż w końcu złączyli swoje usta w delikatnym i czułym pocałunku. Teraz czuli się jakby wirowali w powietrzu. w swojej własnej magicznej krainie.

Od tej chwili stali się nierozłączalni. Wszystko robili wspólnie. Razem się uczyli, śmiali, nudzili a nawet jedli. Razem przeżywali radosne i te smutne chwile. Przeżywali wzloty i upadki, ale to jeszcze bardziej umacniało ich w swojej miłości. Mimo, że mieli dopiero te naście lat byli pewni, że to jest ta jedyna miłość na całe życie i nic tego nie zmieni.....

A jednak życie nie zawsze pisze kolorowe scenariusze. Ta wiadomość wywróciła życie Violetty do góry nogami. Nie mogła uwierzyć, że to się tak z kończy.
-Nie to nie możliwe. Leon proszę cię powiedz, że to nie prawda!-mówiła przez łzy.
-Przykro mi, ale muszę wyjechać-powiedział z bólem w sercu.
-Na ile?!-spytała przerażona.
-Może na zawsze-odpowiedział najciszej jak umiał
-Co?!-krzyknęła-Od jakiego czasu wiedziałeś, że wyjeżdżasz?
-Od 3 miesięcy-powiedział i spuścił głowę.
-Wiedziałeś od 3 miesięcy, że wyjeżdżasz a mówisz mi to dzień przed wylotem?!
-Przepraszam. Ja po prostu nie chciałem żebyś się cierpiała. Chciałem te ostatnie miesiące spędzić z tobą bez żadnych zmartwień i smutków.
-A myślisz, że teraz nie cierpię?! Jeśli tak to się mylisz. W tym momencie zniszczyłeś całe moje życie. Nienawidzę cię!-krzyknęła i zaniosła się płaczem. Szatyn podszedł do dziewczyny i mimo jej oporów przytulił ją.
-Nie chciałem żeby tak wyszło. Nigdy nie chciałem żebyś cierpiała a szczególnie przeze mnie. A jednak to zrobiłem. Nigdy sobie tego nie wybaczę, ale niestety nie mogę cofnąć czasu ani decyzji którą podjąłem. Wiesz, że jesteś kobietą mojego życia. Kocham cię najbardziej na świecie i nigdy kochać nie przestanę. Jestem pewien, że kiedyś się jeszcze zobaczymy i wtedy będziesz szczęśliwa ze swoją własną rodziną. Proszę się wybacz mi. Kocham cię słońce-powiedział i pocałował ją w czubek głowy. Odsuną się od niej i z kierował się do drzwi-Love will remember-wyszeptał jeszcze i nikł.
-Kocham cię-szepnęła i opadła bezwładnie na ziemię. Dalej gorzko płakała. Nie mogła uwierzyć, że to koniec. Próbowała go zrozumieć, ale nie potrafiła. Chciała się jeszcze jakoś pożegnać więc napisała list, który wręczyła jego rodzicom. Wiedziała, że ten etap życia się z kończył i musi zacząć nowy, ale jak zacząć coś nowego kiedy dalej kochamy to co już przeminęło....


Leon siedząc w samolocie do Bangladeszu wyciągną z torby list od Violetty. Delikatnie otworzył różową kopertę, która niosła jeszcze woń perfum dziewczyny. Zaczął czytać słowa napisane czarnym tuszem.

Jes­teś połówką moją, do­pełnieniem moim.
Lecz nieraz tak się w życiu dzieje, że nie jest nam da­ne wspólną drogą iść choć równo­leg­le do siebie biegną.
Wyb­rałeś inną drogę Usza­nuje to.. i choć to trud­ne jest poz­wolę ci po niej w spo­koju iść Po­nieważ wiem, że jeszcze spot­ka­my się. Nasze dro­gi co ja­kiś czas krzyżować będą się a ty będziesz mi wska­zywał w ja­kim kierun­ku mam iść.
Bo dusz ta­kich jak nasze roz­dzielić nie da się. Że­byśmy nie wiado­mo jak się sta­rali zaw­sze do siebie będziemy wra­cali - choćby na mo­ment.
Brat­nie dusze które po­rozu­miewają się bez słów to my.
Pa­miętaj, że nic przy­pad­kiem nie dzieje się. Los uk­ry­ty cel miał w tym że spot­ka­liśmy się.
Ja od­kryłam ten cel..
A ty wiesz ja­ki był powód, że ja na two­jej drodze zna­lazłam się..

żeg­naj... 
                                                                                                 Violetta 


Po policzkach Leona zaczęły spływać łzy. Nie chciał żeby to wszystko się tak z kończyło, ale jednak jakiś głos powiedział mu, że to jest jego misja, że musi pomóc ludziom którzy tej pomocy potrzebują. Violetta jest miłością jego życia i na pewno nigdy o niej nie zapomni. Część jego serca zawsze będzie należeć do niej. A może los sprawi, że jeszcze kiedyś się spotkają.

*2 lata później*

Ten dzień był wyjątkowo zimny i deszczowy. Violetta jak co dzień wracała właśnie do domu z uczelni. Była zmarznięta i przemoczona. Marzyła tylko o ciepłej kąpieli i wygodnym łóżeczku. Pewnie się zastanawiacie czy Violetta odnalazła swoje szczęście!? Otóż nie. W jej życiu pojawiało się dużo mężczyzn z którymi najwyżej wiązała się na kilka tygodni. Żaden z nich nie potrafił zapełnić pustki w jej sercu. Po prostu żaden z nich nie był Leonem. Tym szatynem o przepięknych brązowych oczach i słodkim uśmiechu przy którym traciła głowę. Chciała o nim zapomnieć. Chciała przestać go kochać, ale nie potrafiła. On był dla niej całym życiem i nieważne jakby próbowała on zawsze pozostanie jej częścią. 
Szła przed siebie i patrzyła na swoje mokre buty kiedy nagle usłyszała czyjś głos.
-Violetta!-usłyszała męski głos za swoimi plecami. Mogłaby przysiąc, że doskonale zna ten głos, ale nie może sobie przypomnieć do kogo należy. Powoli się odwróciła i zamarła. Nie mogła uwierzyć, że to on. Kilka metrów przed nią stał uśmiechnięty Leon. W środku zaczęła skakać z radości, ale również czuła ból w sercu. Dalej nie mogła mu wybaczyć, że wyjechał i ją zostawił, ale mimo to cholernie go kocha i nie mogła bez niego żyć. Szybko puściła swój parasol i podbiegła do chłopaka rzucając się mu na szyję. Szatyn okręcił ją w powietrzu i mocno się do niej przytulił. Nie mógł uwierzyć, że znów trzyma w swoich ramionach piękną szatynkę, którą kocha ponad życie.
-Leon proszę cię obiecaj mi, że już nigdy mnie nie zostawisz-wyszeptała.
-Obiecuje Ci. Już zawsze będziemy razem, Kocham cię Violetto-powiedział i delikatnie chwycił ją za podbródek.
-Ja też cię kocham Leon-powiedziała i złączyli swoje usta w namiętnym pocałunku.





                                                                            THE END



Prawda, że cudowny. Szkoda, że dostałam tylko jedną pracę. Inne były, by równie świetne.
Jak dla mnie ten One Shot jest i wzruszający i smutny, i taki romantyczny. Mam nadzieję, że wam też się podoba tak jak mi :)


poniedziałek, 5 maja 2014

KONIEC KONKURSU!!!

Zakończyłam właśnie konkurs, który powinnam zakończyć już prawie tydzień temu. Dałam wam wydłużony czas, ale jak widać nikt nie skorzystał. Szkoda :( Jednak dostałam jednego One Shota. Jest na prawdę genialny i cudowny. Słowami się go nie da opisać. Jego autorką jest Kasia Verdas i dziękuję jej za wzięcie udziału w tym konkursie. Nie wiem czy jest sens ją teraz nagradzać dedykacjami i zdradzeniami rozdziałów (Kasia Ty i tak wiesz już za dużo :D), ale dam jej kolaż i dyplom. Przykro mi Kasiu ale Twój kolaż będzie bez pary, bo będzie specjalnie dla Ciebie :). Bardzo mi przykro, że tylko jedna osoba wzięła w nim udział ale cóż bywa. One Shota Kasi opublikuję jutro :)

Rozdział 24 pojawi się w weekend, ponieważ w tym tygodniu przygotowuję się do urodzin i nie będę miała czasu go wstawić. Przepraszam was, że musicie tak długo czekać ale niestety dochodzi nauka i inne sprawy domowe.

Kocham was <333333
I jeszcze raz przepraszam :)

Kama

P.S. Kasiu i jak podobał się komentarz? :)

wtorek, 29 kwietnia 2014

Rozdział 23 część 2

DEDYKACJA dla moich siostrzyczek Kasi Verdas i Zosieni :*. Kocham was dziewczyny <333333333333


Thomasa?! Po co on do mnie pisze? Pierwsza wiadomość była o treści:
„Szkoda, że ten frajer nam przerwał. Byłaby niezła zabawa. I już za niedługo będzie”
Druga:
„I tak kiedyś to ze mną zrobisz. Nie odpuszczę dopóki nie uczynię Ciebie, przepraszam, siebie szczęśliwym.”
Trzecia:
„On Ci nie pomoże. Znajdę sposób by się go pozbyć. Będziesz moja skarbie. Będziesz moja już na zawsze. Każda noc będzie dla mnie idealna.”
Upuściłam telefon na podłogę. Nie mogłam w to uwierzyć. Thomas chce to zrobić jeszcze raz. Czemu? Dlaczego to mnie spotyka? A poza tym, skąd on ma mój numer telefonu? Usłyszałam pukanie do drzwi. Przeraziłam się. Wzięłam poduszkę do ręki i skuliłam się w rogu sofy. Olgita wyszła z kuchni i powoli otworzyła drzwi. Stał w nich nie kto inny jak tylko mój ukochany. Bardzo się ucieszyłam z tego powodu. Nie wiem co bym zrobiła gdyby to był Thomas. Szybko podbiegłam do niego i przytuliłam go. Powoli stanęłam na palcach i wyszeptałam mu do ucha
- On znowu chce to zrobić.
On jak strzała mnie puścił i powiedział
- Skąd to wiesz?
- Wysłał mi trzy SMS-y.
- Pokażesz mi je?
- Tak – powiedziałam po czym podałam mu telefon. – Proszę.
Leòn ze skupieniem czytał każdą wiadomość. Kiedy już skończył rzucił moim telefonem o ścianę. Chyba zrozumiał co zrobił po fakcie.
- Przepraszam Violu. Kupię Ci nowy.
- Nie trzeba. Nic się nie stało. To tylko zbity ekran.
- Kochanie musimy z tym pójść na policję.
- Ale kto nam w to uwierzy?
- Twój tata i Olga uwierzyli. Sądzę, że jeżeli opowiemy im wszystko na komisariacie i pokażemy wiadomości to sądzę, że powinni coś z tym zrobić. A co jeśli się to powtórzy? Nie mogę do ego dopuścić. Nie chcę by coś ci się stało i by ktokolwiek Cię krzywdził.
- Dobrze Leòn, ale zrobimy to po zajęciach. Chcę się spotkać jeszcze z Angie.
- Co tylko sobie życzysz – jaki on jest słodki.
Przytuliłam się do mojego chłopaka i po oderwaniu się od siebie wyszliśmy z domu. Przez całą drogę mocno ściskałam jego rękę w obawie, że Thomas zaraz się pojawi. Nagle poczułam jak ktoś na mnie skacze od tyłu. Krzyknęłam tak głośno, że słyszeli mnie chyba w całej Argentynie. Odwróciłam się powoli do tyłu. Myślałam, że zaraz ją zabiję. To była Fran. Ona tylko radośnie się uśmiechnęła. Jak ją zobaczyłam odetchnęłam z ulgą ale i tak ją kiedyś za to uduszę. Znów, już spokojna złapałam Leòna za rękę. Mimo wszystkiemu byłam bardzo spięta i moja przyjaciółka to zauważyła.
- Viola co się stało?
Spytałam pytająco na mojego chłopaka, a on tylko wzruszył ramionami.
- Yyyyy… Później ci wyjaśnię. A! Czemu wczoraj z dziewczynami nie przyszłyście do mnie?
- Bo Thomas powiedział, że jednak dzisiaj, czyli wczoraj, nie możesz i kazałaś mu to powiedzieć.
- Co?!
- No tak. A cos się stało?
- Jak on tak mógł?! Czyli on to wszystko zaplanował! Najpierw odwołuje dziewczyny by nagle się nie zjawiły. Potem śledzi mnie do domu. Jeszcze skądś musiał wiedzieć, że będę sama. Zapomniał tylko o tobie. On jest przebieglejszy niż myślałam! On zaplanował ten gwałt!
- Co?! Jaki gwałt?! – zaczęła krzyczeć Francesca tak, że słyszeli ją chyba już w Studio.
- Fran słuchaj. Wczoraj poszedłem do Violi i drzwi od jej domu były uchylone.
- Myhym.
- Poszedłem sprawdzić co się stało i zobaczyłem jak Thomas całuje płaczącą Violę i maca ją po piersiach.
- Co?!
- Spokojnie, to nie koniec. Zaczynał rozpinać jej sukienkę i wtedy ja wkroczyłem do akcji.
- Tak. Mój rycerz na białym koniu – powiedziałam po czym razem z Fran zaczęłyśmy się śmiać.
- No co? Ale to prawda.
- Wiem, wiem. I dziękuję Ci za to – powiedziałam jeszcze powstrzymując śmiech, po czym pocałowałam mojego księcia.
Dalej pokierowaliśmy się w stronę Studio. Po drodze spotkaliśmy Maxiego, Cami, Nati, Andresa, Brodueya i Marco. Kiedy już dotarliśmy przed budynek zauważyliśmy pana gwałciciela (Thomasa). Jak tylko Francesca go zauważyło to podeszła do niego i uderzyła go mocno w twarz.
- Auć. Za co to było Fran?
-Nie mów do mnie Fran! W ogóle się do mnie nie odzywaj! Jak mogłeś?! Myliłam się co do ciebie! Myślisz tylko o jednym! Myślałam, że jesteś inny, ale okazało się, że jednak nie! Jesteś perfidnym i zakłamanym debilem, któremu nie należy się ani grosz szacunku!
- Ale Fran o czym ty do mnie mówisz?
- Mówiłam nie Fran! A co robiłeś wczoraj wieczorem?!
- Byłem w domu i oglądałem jakiś nudny film.

- Nie wierzę ci! Jak mogłam się tak pomylić w stosunku do ciebie?! Mój brat miał rację! Nie należy ci ufać! A ja byłam w tobie zakochana! Wypierdzielaj z mojego życia idioto, debilu, deklu, jełopie, kretynie, gwałcicielu, sukinsynie i mogłabym wymieniać tak dalej, ale wolę iśc do prawdziwych przyjaciół, a nie stać i krzyczeć tu na kogoś kto prawie zgwałcił moją przyjaciółkę! Nie odzywaj się do mnie! Nie wierzę, że ci zaufałam! Zegnaj! – powiedziała Francesca i jeszcze raz uderzyła go w twarz.

Mam nadzieję, że się podoba i przepraszam, że musieliście tak długo czekać. Kocham was <333333

Nowy post!

Rozdział pojawi się jeszcze dzisiaj pewnie za jakąś godzinę. Wszystkim czytelniom dziękuję za czekanie i mam nadzieje, że się wam spodoba :)

Kocham was <3333333

Kama

sobota, 26 kwietnia 2014

One Shot ,,Przyjaźń ważniejsza niż wszystko" część 1 ,,Wróg czy przyjaciel?"

Zaczęłam nie dawno pisać tego One Shot'a i pomyślałam sobie, że jak go całego napiszę to dopiero opublikuję. Jednak jak dla mnie byłby on wtedy za długi, więc postanowiłam podzielić go na części. Będzie ich cztery lub pięć. Mam nadzieję, że ta cała historia sie wam spodoba.
Główny tytuł całej historii brzmi :
,,Przyjaźń ważniejsza niż wszystko"
Ale ja postanowiłam, że każda część będzie miała swój oddzielny tytuł. Tak, według mnie, będzie bardziej poukładane.

DEDYKACJA dla moich siostrzyczek Kasi Verdas i Zosieni :*. Kocham was dziewczyny najmocniej na świecie <3333333333

,,Wróg czy przyjaciel?"

Violetta Castillo jak zawsze o szesnastej wracała z pracy. Pracowała w wielkiej firmie korporacyjnej pani Ludmiły Ferro. Brunetkę doprowadzała ona do szału. Ciągle tylko słyszała ,,Przynieś mi kawę" ,,Poukładaj te papiery" bez żadnej oznaki szacunku lub chociażby ,,dziękuję" za wykonaną pracę. Dziś dostała od swojej szefowej masę pracy, którą musiała zabrać do domu. Dziewczyna wychodząc z budynku kierowała się do samochodu. Nie patrząc gdzie idzie potknęła się o jakiś kamień na ziemi. Zaczęła zbierać wszystkie papiery kiedy nagle obok niej pojawiła się szczupła ruda kobieta. Violetta się tylko do niej uśmiechnęła i zbierała dokumenty dalej. Po skończonej pracy dziewczyny pokierowały się do samochodu brunetki.
- Cami, dziękuję ci za pomoc. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła.
- Nie ma za co. W ogóle co to są za papiery?
- Nie mam bladego pojęcia. Ludmiła jak zawsze musi mi dać jakąś robotę do domu na weekend. Nie znoszę jej.
- Masz racje. Ona jest okropna potrafi się tylko wyżywać na ludziach. Ja nie rozumiem jak Natallia może być jej przyjaciółką. Ludmiła jest wredna i chamska, zresztą tak samo jak dyrektorzy, na przykład Mercedes, Lodovica, Jorge lub Diego. Nie mam pojęcia czy z nimi długo wytrzymam.
- Będzie dobrze. W końcu mamy siebie.
Camilla i Violetta przytuliły się do siebie. Dziewczyna z rudymi włosami była jej jedyną bliską osobą w pracy. Razem robiły dosłownie wszystko. Gdy jedna płakała druga ją pocieszała. Gdy jedna była szczęśliwa druga tak samo. Dziewczyny dużo razem przeszły mimo, że nie zawsze się dogadywały to kochały się bardzo mocno. Violetta wsiadła do samochodu wraz z Cami i odjechały. Dziewczyny mieszkały blisko siebie, więc Viola podjechała pod swój dom, a Camilla poszła do bramki obok. Brunetka weszła do swojego domu i położyła papiery na stole i zaczęła czytać dokumenty. Violetta kochała muzykę i kiedy przeglądała kartki włączyła radio. Usłyszała tam nieziemską piosenkę. Zakochała się w tym głosie. Śpiewała tą piosenkę Francesca Resto. Przez cały weekend segregowała, podpisywała, czytała i redagowała papiery przy jej melodyjnym głosie co sprawiało jej pracę przyjemniejszą. Kolejny poniedziałkowy poranek i kolejny dzień pracy. Violetta nie znosiła poniedziałków. Ten dzień oznaczał kolejne niezadowolenie Ludmiły mimo, że wszystko było robione jak w zegarku.  Brunetka wstała z łóżka i poszła do łazienki. Po porannym prysznicu i ubraniu się w strój do pracy zeszła na dół po papiery dla szefowej i wyszła z domu. Po półgodzinie była już na miejscu. Weszła do budynku i pojechała na sam szczyt wieżowca, gdzie było jej biuro (od autorki: Violetta jest sekretarką Ludmiły). Położyła wszystkie papiery i zaczęła je segregować do teczek. Nagle do biura wparowała wściekła Ludmiła. Violetta odruchowo wstała i przywitała się grzecznie.
- Dzień dobry panno Ferro.
- Castillo siadaj! Masz mi tu zaraz pokazać segregator z listą pracowników!
- Dobrze proszę pani.
Violetta posłusznie wyciągnęła z szafy wielki czerwony segregator i podała go Ludmile. Blondynka po kolei wyrywała kartki z segregator co jakiś czas mówiąc ,,To nie", ,,Tego nie ma", ,,Ta odeszła". Po półgodzinnej złości szefowej, dziewczyna zauważyła, że pozostały już tylko trzy kartki, a dokładniej jej samej, Any i Ferro. Nagle blondynka usiadła bezradnie na białej sofie i schowała twarz w rękach. Brunetka tylko wstała i przytuliła swoją szefową.
- Dlaczego to robisz? - zapytała się Ludmiła.
- Co robię? - odpowiedziała brunetka pytaniem na pytanie.
- Pomagasz mi. Przecież byłam dla ciebie taka okropna.
- To prawda. Nie dogadywałyśmy się...
- Nie dogadywałyśmy?! - przerwała jej Ludmiła. - Przecież sama pamięta jak się na ciebie wydarłam pół godziny temu. Przepraszam.
- Za co?
- Za to jaka byłam wcześniej. Nie chciałam by tak wyszło.
- Nic się nie stało. Już jest dobrze.
- Nic nie jest dobrze! - zaczęła krzyczeć Ludmiła. - Straciłam wszystkich, no prawie wszystkich, pracowników. Zostałaś tylko ty i Ana.
- Jutro wystawie ogłoszenie, że poszukujemy nowych pracowników, a na razie możemy zawiesić działalność.
- Dobrze. Masz rację. Zróbmy jak mówisz.
- Czemu wszyscy odeszli?

- Bo konkurencyjna firma zaproponowała im pracę za wyższe wynagrodzenie niż u nie. Nie mam pojęcia jak oni to zrobili skoro to taka młoda firma. Nie wiem jak oni zapłacą tym wszystkim pracownikom, ale cóż.
- Nawet Natallia odeszła z firmy?
- Tak! Przecież była moim zastępcą. I co ważniejsze przyjaciółką. Odeszła na zawsze. Poszła sobie do tej całej Martiny. Niech idzie mam wielu przyjaciół.
,,Tak oczywiście" powiedziała w myślach brunetka, jednak czuła, że coraz bardziej zmienia się jej kontakt z blondynką. jeszcze siedziały do siebie przytulone, kiedy nagle do gabinetu weszła zdezorientowana Ana. 

- Proszę pani! Nikogo nie ma w fir... Przepraszam, przeszkadzam? - powiedziała zmieszana dziewczyna.
- Nie nie przeszkadzasz. Tak, masz rację. Nikogo nie ma w firmie. Zwolnili się. Jutro z Violettą zamierzamy napisać ogłoszenie, że poszukujemy nowego personelu, a na razie zawieszamy działalność.
- Ok, to wszystko wyjaśnia. A kiedy ją wznawiamy?
- To zależy, kiedy będzie odpowiednia ilość pracowników. Póki ich nie ma masz wolne. Zadzwonię do ciebie kiedy ewentualnie miałabyś wrócić z urlopu.
- Dobrze, dziękuję - powiedziała takim głosem, jakby miała zaraz wykrzyczeć całemu światu, że jest najszczęśliwszym człowiekiem świata.
Ana wyszła szczęśliwym krokiem z gabinetu blondynki. Violetta wraz z Ludmiłą siedziały w firmie do późna i rozmawiały tak jakby się znały od dawna. Około godziny dwudziestej drugiej brunetka wróciła do domu. Jeszcze na chwilkę usiadła na kanapie i zastanawiała się czy Ludmiła to jej wróg czy przyjaciółka. Z taką właśnie myślą położyła się spać poniedziałkowego wieczoru zadający jeszcze jedno pytanie ,,Co czeka nas jutro?".

Mam nadzieję, że pierwsza część się podoba. To nie koniec tej historii jak mówiłam to wcześniej i możecie za niego podziękować Zosieni :*, bo to ona mnie namówiła do stworzenia tego One Shota. Kocham was wszystkich <3333333

czwartek, 24 kwietnia 2014

NOWY BLOG! [EDIT]

Hej kochani! Wczoraj zaczęłam pisać nowego bloga. Będzie on o dorosłym życiu Violetty. Nie mówię, że Leonetty :). Ale spokojnie będzie się działo i będzie też dużo akcji. Mam nadzieję, że taka historia przypadnie wam do gustu. Nie będzie też o Tomilettcie anie o Dilettcie, będzie on opisywał dorosłe, życie Violetty. Niech nie zmyli was nagłówek. Był on wykorzystywany w tym blogu, a ten blog jest raczej o Leonettcie :). Na razie jest tam tylko powitanie i prolog. Nie zdradzę wam par jakie będą w tym opowiadaniu. Moja tajemnica :). Ci, którzy mnie znają to wiedzą, że będą tam moje ulubione pary :). Pozdrawiam was i życzę trzecim klasom gimnazjum by wytrwali do końca po pozostał już jeden dzień tej udręki, za to pierwszym (sobie :D) i drugim klasom gimnazjum życzę miłego wypoczynku do końca tygodnia.
Kocham was <333333

Link: http://czasamidorosloscoznaczacosinnego.blogspot.com/

Kama

wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 23 część 1

DEDYKACJA dla moich kochanych siostrzyczek Kasi Verdas i Zosieni :*. Kocham was dziewczyny <3

Rozdział 23
„Nie wierzę ci!”

* Leòn – Dom Violetty *

Wróciłem po zajęciach do domu. Chciałem się skontaktować z Violą, bo zostawiła zeszyt w sali od śpiewu i jej go oddać, a przy okazji się umówić ale nie odbierała ode mnie telefonu. Wysłałem jej też z milion SMS-ów i też nic. Żadnej odpowiedzi. Żadnego znaku życia. Zacząłem się niepokoić, więc postanowiłem do niej pójść. Stanąłem pod jej domem i zobaczyłem otwarte drzwi. Boże, a co jak się coś stało. Nie wybaczyłbym sobie tego. Postanowiłem pójść do jej pokoju. Co tam zastałem? Violettę całującą się z Thomasem. Spojrzałem na jej twarz. Była cała zalana łzami. Już zrozumiałem o co chodzi. Później zobaczyłem gdzie on ma ręce. Jedna ręka odpinała jej sukienkę, druga była przyklejona do jej piersi. Od razu zareagowałem. Podszedłem do nich i oderwałem Thomasa od Violi. Violetta opadła bezwładnie na ziemie nadal płacząc. Ja złapałem tego idiotę za koszulę i walnąłem w twarz. Zaczęła kapać mu krew z nosa, więc zaraz wybiegł z domu. Ja podszedłem do Violi i mocno ją do siebie przytuliłem. Płakała bez opamiętania. Pozwalałem jej na to, bo wiedziałem jak się musi teraz czuć. Nie chciałem tej sprawy tak zostawić, jednak nie mogłem pójść i zostawić ją tak roztrzęsioną. Siedziałem tak z Violettą jeszcze przez jakiś czas, gdy nagle z zakupów wróciła Olga. Przez chwilkę krzyczała
- Violu już jestem! Zejdziesz na dół?
Jednak się jej nie doczekała. Violetta płakała w moją koszulę bez opamiętania. Olgita po chwili zorientowała się, że coś nie gra i przyszła do pokoju, w którym się znajdowaliśmy.
- O Jezu! Kochanie nic ci nie jest? To ty jej coś zrobiłeś?! – zaczęła na mnie naskakiwać.
- Nie, to nie ja. Przysięgam. To Thomas Heredia.
- Już ja go zaraz znajdę! Zabiję tego gówniarza! Nie będzie mi tu ranił mojej księżniczki! Już ja go dorwę i powyrywam mu te jego rączki i nóżki, które skrzywdziły tak moją Violetkę!
Nie zniosłem dłuższego krzyku Olgi i po opowiedzeniu jej całej historii powiedziałem by udała się do kuchni. Przez kolejną godzinę siedziałem z wtuloną w siebie Violettą. Nie miałem pojęcia co robić. Chciałem wstać i zabić gnojka. Jak on mógł coś takiego zrobić? Jak opowiem to Francesce to przestanie go tak lubić. Co ona mu zrobiła? Wiem, że jest piękna no ale trzeba mieć pohamowania. Nagle do pokoju wszedł German. Gdy tylko zobaczył co się dzieje od razu do nas podszedł i wyrwał Violę z moich ramion.
- Co tu się stało?! Mówić natychmiast!
- Nie wiem do końca, ale chciałem oddać Violi zeszyt i gdy zobaczyłem otwarte drzwi od domu wszedłem i zobaczyłem jak Thomas chce ją zgwałcić. Odepchnąłem go od niej i on z tond wybiegł.
- Co?! Jak on tak śmie?! Już ja tej gówniażerii pokażę! Violetto, ale nic ci nie zrobił?
Violetta pokiwała przecząco głową.
- To dobrze. Mogę zamienić słówko z Leònem?
Viola kiwnęła głową i usiadła na łóżku. Ja lekko zdezorientowany zachowaniem Germana wyszedłem z pokoju mojej ukochanej. Tam jej ojciec zaczął rozmowę.
- Leòn czy możesz zostać dzisiaj z moją córką? Sam widzisz w jaki jest stanie. Nie chcę jej z tym zostawiać, a ja nie wiem jak jej pomóc.
- Dobrze proszę pana zrobię wszystko co w mojej mocy by Violetta poczuła się lepiej.
- Cieszę się Leòn, że moja córka trafiła na ciebie.
Stałem zamurowany. Czy German powiedział, że cieszy się, że Viola mnie poznała?
- Czuję, że stworzycie udana parę.
- Co?!
- Nie wmawiaj mi, że z nią nie jesteś.
- No jestem, ale skont pan to wie?
- Ma się sposoby. No koniec tych pogaduszek. Wracaj pocieszać Violettę. Tylko jeszcze jedno. Jeżeli ją w jakikolwiek sposób zranisz nie dożyjesz osiemnastych urodzin. Zrozumiano?
- Jaaaasne jaaaak słonceeee – zacząłem się bać ojca Violi.
No trudno. Nic z nim nie zrobię. Wróciłem do pokoju mojej dziewczny. Siedziała na łóżku płacząc w poduszkę. Podszedłem i przytuliłem ją do siebie. Nadal nie mogę zrozumieć czemu Thomas to zrobił. Jak można być tak nieczułym i wyrządzić komuś taką krzywdę? Jak go zobaczę nie żyje! Jestem pewny, że się nie przyzna do tego co zobaczyłem. Zapłaci za to co jej zrobił! Jeszcze chwilę siedziałem i myślałem nad sposobami zamordowania Thomasa, jednak nie mogłem tego teraz zrobić, bo najważniejsza była teraz Viola. Żałowałem tego, że jej nie odprowadziłem. Kurde dlaczego mnie w tedy nie było? Nie doszło by do tego. Nagle poczułem jak Viola się rusza. Nie miałem pojęcia co robić, więc się tylko lekko odsunąłem. Nagle Violetta zaczęła mówić
- Leòn, zostaniesz dzisiaj ze mną?
- Tak. Zrobię wszystko, byś poczuła się lepiej.
- Dziękuję.
- Za co mi dziękujesz?
- Za to, że jesteś.
W tym momencie nie wytrzymałem. Pocałowałem moją ukochaną. Ona odwzajemniła mój pocałunek. Gdy się od siebie oderwaliśmy pierwszy raz po tym całym zdarzeniu ujrzałem na twarzy Violi uśmiech. Kocham ją najbardziej na świecie. Nie wybaczyłbym sobie gdyby coś jej się stało. Przysunąłem się do niej i objąłem ramieniem. Kto by pomyślał, że w ciągu tych paru dni spotka mnie takie szczęście. Zobaczyłem jak moja dziewczyna ziewa.
- Może się już położysz? – zaproponowałem.
- A obiecujesz, że zostaniesz tu ze mną? – usłyszałem nadzieję w jej głosie.
- Obiecuję.
- Ale na pewno?
- Tak na pewno!
- Nie wierzę ci!
- Mi nie wierzysz? Foch!
- Nie proszę nie fochaj się.
- Przecież moja dziewczyna mi nie wierzy!
- Żartowałam. Wierzę ci!
- Wiesz co? Chyba sobie już pójdę.
- Nie proszę nie odchodź.
- Ale ty mi nie wierzysz!
- Wierzę! Wierzę! Leòn wierzę! Proszę, zostań potrzebuję cię.
- Ale nie mogę być z kimś kto mi nie ufa!
- Ufam, ufałam i będę ufać! Błagam zostań! Kocham cię! Jesteś moim tlenem, moim życiem. Bez ciebie nie mam po co żyć. Potrzebuję ciebie. Potrzebuję twojej miłości – Violetta zaczęła płakać.
Podniosłem ją z łóżka i podniosłem jej podbródek by patrzyła mi prosto w oczy. Spojrzałem w morze czekolady i namiętnie ja pocałowałem.
- Kocham cię i nigdy cię nie opuszczę. Jesteś dla mnie najważniejsza na świecie.
Nigdy więcej nie dopuszczę do takiej sytuacji. Nie chcę by przeze mnie płakała.
- Ale Leòn ja nie chcę cię stracić.
- Nie stracisz. Obiecuję zostanę z tobą cokolwiek by się nie stało. Nie opuszczę cię.
Znów mocno ją przytuliłem. Kocham ją najmocniej na świecie. Usiedliśmy na łóżku i Violetta znów zaczęła ziewać.
- Kochanie, może teraz się już położysz?
- Tak. Chybaaaaaa – ziewnęła – już się położę.
Wziąłem ją na ręce i położyłem na łóżku. Sam ułożyłem się obok niej. Violetta się we mnie wtuliła i natychmiast zasnęła w moich ramionach.

* Violetta – Dom Violetty *

Wstałam rano i poczułam na swojej twarzy promienie rannego słońca. Ptakiem za oknem radośnie śpiewały. Czuć było jak liście szumią pod wpływem delikatnego ciepłego wiatru. Lecz zdziwiło mnie to, że nie ma ze mną mojego Leòna. Znalazłam tylko małą karteczkę obok miejsca, na którym spał. Wzięłam ją do ręki. Nadal czuć było jego przecudne perfumy. Napisał na niej:
„Violu,
Wyszedłem do domu by się przebrać i umyć. Spokojnie się przygotuj na wyjście do Studia. Przyjdę po Ciebie przed zajęciami. Nie bój się. Nie jesteś sama w domu. Kocham Cię
Twój Leòn”
Mimowolnie się uśmiechnęłam do kartki, bo czułam, że on pamięta i, że wie, że mi jest ciężko oraz to, że mnie kocha jak nikogo innego. Spokojna wstałam z łóżka i pokierowałam się do łazienki. Po zażyciu szybkiego prysznica poszłam do szafy i wybrałam przepiękną malinową sukienkę i białe baleriny. Przebrałam się i zeszłam do salonu. Usiadłam na śnieżnej sofie i wzięłam telefon do ręki. Ujrzałam trzy wiadomości od…


Dziękuję wszystkim moim czytelnikom za czytanie tego mojego opowiadania :). Mam nadzieję, że wszystkim się podoba. Tym razem czekam na siedem komentarzy i kolejny rozdział.

Mam małe pytanko:
Czy ktoś bierze udział w moim konkursie?
Nie trzeba mieć bloga by wziąć w nim udział. Jeżeli ktoś chciałby jeszcze napisać One Shota to proszę o jakąś informację na ten temat.
Z góry dziękuję.

Kocham was <3