środa, 19 marca 2014

???

???

Mam pytanie. Czy te parę osób, które czyta czy chcecie znać dalszą historię? Jeżeli tak to powiedzcie. Mam nadzieję, że chociaż dwie osoby powiedzą, że tak, bo ja nie wiem czy to pisanie ma sens. Jeżeli mam pisać sama dla siebie to równie dobrze mogę pisać na komputerze. Co za różnica czy tu czy tam? Wiem, że piszę beznadziejnie nie tak jak, niektóre blogerki, ale się staram. Nie zawsze mogę napisać długi rozdział albo ciekawy, ale dajcie mi szansę jeszcze parę rozdziałów. Proszę, dzielę się z wami moją pasją do pisania i mam nadzieję, że to doceniacie. Proszę by chociaż parę osób powie mi jakieś miłe słowa. Mam nadzieję, że docenicie to, że wylewam siódme poty dla was. Wiem , że jestem beznadziejna i nie umiem pisać, ale kocham to robić i kocham wszystkich, którzy to doceniają. Pozdrawiam was serdecznie
 Kama

wtorek, 18 marca 2014

Rozdział 10 część 1

Rozdział 10
„Leòn, ja nie jestem pewna czy się nadaję.”
* Violetta – Park *

Cieszę się, że Leòn po mnie przyszedł. On potrafi mnie pocieszyć. Nie wiem co bym bez niego zrobiła. Jest taki kochany. Wstał i złapał mnie za rękę po czym pociągnął mnie do Studio. Spotkaliśmy Fran, Cami i Maxiego.
- Nie zwracaj, uwagi na Ludmiłę. Ona jest tylko pustą, wymalowaną, blondynką. Myśli, że jest najlepsza na święcie ale tak wcale nie jest – pocieszała mnie Cami.
- Słyszałaś nie masz się czym martwić – Leòn znów mi poprawiał humor. Jest naprawdę kochany.
Potem przytulił mnie i poszliśmy zapisać mnie na listę kandydujących do Studio. Spojrzałam na kartkę. Masa osób była tam zapisana. Powiedziałam do Leòna
- Słuchaj mogę jeszcze chwile się zastanowić?
- Jasne tylko pamiętaj, najlepiej zapisać się dzisiaj, bo potem nie będzie czasu na przygotowania.
- Ok.
- Violetta?! Czy to naprawdę ty?! – krzyczała do mnie wysoka kobieta. – To ja twoja ciocia Angie. Siostra twojej mamy pamiętasz?
- Naprawdę? Angie to ty?
- Tak. Strasznie się za tobą stęskniłam.
- Ja za tobą też.
- Przez twojego ojca nie widziałyśmy się przez 12 lat.
- Nadal mam mu to za złe.
 - Co poznałaś już parę osób ze Studio?
- Tak. Już poznałam Leòna, Fran, Cami, Maxiego i Ludmiłę.
- Aha. Co przyszłaś się zapisać do Studio?
- Tak on mnie namówił – powiedziałam wskazując na mojego chłopaka (nie mogłam się powstrzymać). – Ale chcę się jeszcze zastanowić.
- Ok. Rozumiem.
Nagle zabrzmiał dzwonek.
- Violu, muszę lecieć na zajęcia. Spotkamy się później?
- Tak. Ja zostanę z moją ciocią.
- Ok. Mam nadzieję, że zostawiam cię w dobrych rękach.
- Leòn, leć na zajęcia! – krzyknęła Angie.
- Dobrze, dobrze – powiedział i pocałował mnie w policzek po czym poszedł.
- Czy coś mnie ominęło? – zapytała się moja ciocia.
- Całe 12 lat mojego życia. Włącznie z ostatnimi dwoma dniami.

- Właśnie! Miałam was wczoraj odwiedzić, ale coś mi wypadło to dam ci to teraz. Wszystkiego najlepszego – powiedziała Angie wręczając mi pudełeczko.
Było w nim zdjęcie moje wraz z mamą.
- Dziękuję! – powiedziałam i uściskałam ciocię.
- Violu muszę prowadzić zajęcia. Chcesz pójść ze mną?
- Jasne!
Całe 45 minut spędziłam w Sali z moja ciocią i jej utalentowanymi uczniami. Nie dorównuję im nawet w ¼. Są naprawdę genialni. Gdy wyszłam z sali spotkałam Leòna.
- I jak? Podoba ci się tu?
- Tak bardzo. Ale…
- Jakie ale?
- Leòn, ja nie jestem pewna czy ja się nadaję?
- Oczywiście, że tak.
- Ale ja uczniom Studia nie dorównuję nawet w ¼ ich talentu.
- Też się tu uczę i też cię słyszałem i wcale tak nie twierdzę. Chodź pokaże ci coś – i zaciągnął mnie do tablicy. Wziął długopis w rękę i napisał moje imię i nazwisko na kratce.
- Teraz już nie ma odwrotu.
- A jak się nie dostanę?
- Nie myśl o tym, bo jesteś naprawdę utalentowana. I taką cię kocham nawet gdybyś się nie dostała. Ale jestem na 100% pewny, że się dostaniesz.
Nie mogłam się powstrzymać i przytuliłam się mocno do Leòna.
- Przestań, bo mnie udusisz.
- Oj przestań już marudzić. A może po prostu nie lubisz jak się do ciebie przytulam, hym?
- Ja wcale tego nie powiedziałem.
- Mam taką nadzieję.
- Ale pomyślałem – powiedział tak bym nie słyszała. Coś mu się nie udało. Dzisiaj mu odpuszczę.
- Pójdziemy do „Resto”?
- Jak mogę ci odmówić?

* Leòn – Resto Band *

Poszliśmy z Violą do „Resto”. Zamówiliśmy koktajle. Violetta chyba się nad czymś zastanawiała, bo trochę posmutniała.
- Co masz taką skwaszoną minę?
- Boje się przesłuchania. A co jeśli się nie dostanę, co jeśli nie jestem dość utalentowana by chodzić do Studio.
- Nie martw się tym na zapas. Przesłuchanie dopiero w poniedziałek. Mamy dwa dni do prób. Na pewno dasz sobie radę.
- Leòn, ale nie tylko to mnie trapi.
- Jest coś jeszcze?
- Leòn, ja nie jestem pewna czy się nadaję.
- Nadaję na co?

Jak myślicie na co się nie nadaję? A może na bycie kim się nie nadaję? Ups! Za dużo już powiedziałam. Piszcie w komentarzach co może trapić Violettę. Może komuś uda się trafić. Powodzenia i pozdrawiam.


Rozdział 9

Rozdział 9
„A to jest moja dziewczyna Violetta.”

* Violetta - Dom Violetty *

Rano gdy tylko wstałam spojrzałam na parapet i przypomniało mi się, że też coś dla mojego najwspanialszego chłopaka mam. Wzięłam pudełeczko i pobiegłam do pokoju, w którym spał Leòn. Usiadłam na brzegu łóżka i pocałowałam go w policzek. On się obudził i pocałował mnie lecz w usta (dziewiąty…). Zarumieniłam się i wręczyłam mu pudełeczko.
- Może nie jest to tak wspaniałe jak twoje prezenty ale się starałam.
Otworzył pudełko i znalazł tam niebieską kostkę do gitary po jednej stronie z napisem Leòn, a po drugiej Violetta. On tylko się uśmiechną bo wiedział, że mi też zależy na naszym związku. Gdy skończył się przyglądać prezentowi położył rękę na moim policzku i powiedział
- Dziękuję. Teraz już wiem, że zależy ci na mnie tak jak mi zależy na tobie – i przytulił mnie.
- Kocham cię i nic tego nie zmieni – wyszeptałam mu do ucha.
Po chwili namiętności dałam mu ubrania mojego ojca (kupił sobie nowe ale za małe) i zeszliśmy na śniadanie.

* Leòn – Dom Violetty *

Przypomniałem sobie, że muszę iść do Studio i o głosie Violi i o naborze do Studia. Połączyłem w głowie te trzy wątki i przed wyjściem powiedziałem do mojej dziewczyny
- Słyszałem wczoraj jak śpiewasz i zastanawiałem się czy może nie chciałabyś chodzić ze mną do Studia?
- Bardzo chętnie ale mój ojciec na pewno się nie zgodzi.
- Zostaw to mnie – powiedziałem z nutką pewności siebie.

* Violetta – Dom Violetty *

Leòn poszedł rozmawiać z Germanem w jego gabinecie. Po piętnastu minutach wyszedł, a za nim mój ojciec i powiedział
- Leòn postawił mi wiele argumentów dla czego powinnaś chodzić do tej szkoły. Więc po przemyśleniu tego wszystkiego stwierdzam iż możesz do niej chodzić.
Strasznie się ucieszyłam i uściskałam po kolei ojca i Leòna. Ubrałam bluzę i wyszłam razem z moim chłopakiem (jak ja uwielbiam to mówić). Gdy straciliśmy mój dom z oczu złapałam go za rękę. Szliśmy przez park. Leòn prowadził mnie do Studio. Zaciągnął mnie na ławkę, na której się pierwszy raz całowaliśmy. On przytulił się do mnie. Po chwili ktoś do nas podszedł.
- Cześć Leòn. Nie przedstawisz mi swojej koleżanki?
- Cześć. Tak. To jest Maxi mój kolega ze Studia.
- Cześć. Miło cię poznać – powiedziałam nieśmiało.
- A to jest moja dziewczyna Violetta.
- Cześć!
- Co tutaj robisz? – zapytał się Leòn kolegi.
- Idę do Studio.
- O my też. Chodźmy, więc razem.
Leòn wziął mnie za rękę i razem z Maxim poszliśmy do Studio. Już zaraz przy wejściu zauważyły nas jakieś dwie dziewczyny.
- To to jest twoja wybranka – powiedziały chórem po czym się zaśmiały.
- Dziewczyny to jest Violetta. Kochanie to jest Franceska, a to Camila.
- Hej! – powiedziałam speszona.
- O Leòn! – przybiegła do nas jakaś blondynka. – Co to za dziewczyna?
- To jest moja dziewczyna, Violetta. Violu to moja BYŁA – podkreślił to słowo bym była pewna - dziewczyna Ludmiła.
- Co to teraz się spotykasz z tą … tą… tą lamuską.
Nie mogłam dłużej tego słuchać. Puściłam Leòna i pobiegłam jak najdalej od tej, jak jej tam… Ludmiły.

* Leòn – Studio 21 *

- Ludmiła jak mogłaś coś takiego zrobić. Rozumiem mnie ale ty jej w ogóle nie znasz. Jesteś po prostu idiotką i egoistką.
Musiałem to powiedzieć. Od razu pobiegłem po Violettę. Gdzie ona może być? Już chyba wiem. Poszedłem w stronę parku. Znalazłem ją. Siedziała na ławce smutna i płakała. Podszedłem do niej i ją przytuliłem. Ona wtuliła się we mnie. Chciałem ją pocieszyć więc powiedziałem
- Viola nie masz się co martwić tą pusta blondynką. Jesteś piękna i utalentowana. Żadne słowa tego nie zmienią. I nie zmienią tego co do ciebie czuję i nigdy nie zmienią.

Pocałowałem ją (dziesiąty…). Potem się do mnie przytuliła. Gdy skończyła uśmiechnęła się. Wiedziałem, że to poskutkuje.

Wiem krótki i beznadziejny, ale mam nadzieję, że moim czytelnikom się podoba. Pozdrowienia dla wszystkich.

niedziela, 16 marca 2014

Rozdział 8

Rozdział 8
„Za bardzo mnie rozpieszczasz.”

* Violetta – Dom Violetty *

O piętnastej byli wszyscy goście, no prawie wszyscy. Gdy spojrzałam na zegarek załamałam się. ,,Dla czego go jeszcze nie ma? Na pewno zapomniał. Wiedziałam, że to przypadek.” pomyślałam po czym poszłam do pokoju i położyłam się płacząc na łóżku. Mój ojciec próbował się do mnie dobijać jednak na próżno. Gdy odszedł do gości wzięłam zeszyt z nutami i zaczęłam grać na pianinie i śpiewać.

* German – Dom Violetty *

W tym samym czasie gdy Viola była w pokoju do salonu wszedł Leòn. Od progu zauważył go Ramallo.
- Leòn w końcu jesteś.
- Gdzie jest Violetta? Chciałem dać jej prezent.
- Jest na górze w swoim pokoju.

* Leòn – Dom Violetty *

Podziękowałem i poszedłem na piętro. Stanąłem przy drzwiach i przez przypadek usłyszałem jak Viola śpiewa. Od razu zakochałem się w jej głosie. Mogła by uczęszczać do Studio. Dobra później jej powiem. Teraz muszę zrobić coś innego. Uchyliłem delikatnie drzwi, a ona natychmiast przestała grać. Szkoda.
- Cześć – powiedziałem.
- Nareszcie! – krzyczała i rzuciła mi się w ramiona.
- Przepraszam za spóźnienie szukałem prezentu.
- Jeszcze jeden? Za bardzo mnie rozpieszczasz.
- Chcesz zobaczyć? – powiedziałem wręczając Violettcie torebeczkę.
Wyjęła prezent, którym była kryształowa róża w bryle szkła. Pod nią widniał napis ,,Na zawsze razem”. Viola znów nie mogła powstrzymać łez i pocałowała mnie w usta (ósmy…). Gdy skończyła przytuliła się do mnie po czym wstała i postawiła różę na parapecie.
- Już zawsze gdy będę na nią patrzeć będę myśleć o najwspanialszym chłopaku na świecie.
Ja tylko uśmiechnąłem się i przytuliłem moją dziewczynę do siebie. W końcu zapytałem się
- Może zejdziemy na dół?
- Teraz przy tobie na pewno będzie mi lepiej – powiedziała i wzięła mnie za rękę.
Gdy tylko stanęliśmy razem na schodach oczy wszystkich gości były skierowane na nas. Na dziewczynę w koku i beżowej sukience i chłopaka w czarnych rurkach i czarnej marynarce. Kiedy zeszliśmy poprosiłem ją do tańca. Ona oczywiście się zgodziła. Tańczyliśmy tak przez całą noc do pierwszej. Gdy większość gości rozeszła się do domów pomyślałem, że na mnie już pora i powiedziałem
- Powinienem chyba już pójść.
- O, nie ma mowy chłopcze! Nie wypuszczę cię samego o takiej godzinie. Zanocujesz u nas w pokoju gościnnym – powiedział, przysłuchujący się German. – Idź, pokaż koledze pokój.  
Violetta pokazała mi, czyli ,,koledze”, pokój, w którym śpię po czym usiedliśmy na łóżku i gadaliśmy, gadaliśmy i gadaliśmy do późna. Ona usnęła na moim ramieniu. Ja ją wziąłem na ręce i położyłem na jej łóżku. Violka obudziła się i pocałowała mnie w policzek.



Taki trochę przy krótkawy, ale nareszcie jest. Mam nadzieję, że się podoba. Postaram się jutro o nowego posta. Mam nadzieję, że wszystkim miło minął weekend. Pozdrawiam wszystkich czytelników.

czwartek, 6 marca 2014

Rozdział 7

Rozdział 7
„Tato czy miałeś kiedyś w życiu tak…?”

* Leòn - U Leòna w domu *

Po zajęciach w Studio wróciłem do domu. Całą drogę myślałem o Violettcie i o jej ,,nie…” cokolwiek to było. Myślałem o naszym pierwszym spotkaniu i nie mogłem do końca zrozumieć dla czego nasza miłość objawiła się tak szybko. Przecież ja w tym czasie chodziłem jeszcze z Ludmiłą i nagle podczas tej jednej godziny całe moje życie obróciło się do góry nogami. Zerwałem z Lu (i tak prędzej czy później bym to zrobił), zakochałem się w innej tak, że myślę tylko o niej i o niczym innym, czuję się tak jakbyśmy się znali się od dawna. W końcu wyznałem jej miłość, pocałowałem ją (siedem razy), dałem bransoletkę, czuję, że bez niej świat przestał by być taki kolorowy, czuję, że najlepiej jest tylko przy niej. Jestem przekonany, że ona to ta jedyna osoba, na którą czeka się całe życie. Nie potrafiłem sobie tego wszystkiego wytłumaczyć, więc jak tylko wróciłem do domu usiadłem na kanapie i zapytałem się taty
- Tato czy miałeś kiedyś w życiu tak, że twój świat obrócił się do góry nogami, bo poznałeś kiedyś pewną osobę i czułeś się tak jakbyś znał ją całe życie, że nie mogłeś przestać o kimś myśleć i robiłeś wszystko by być jak naj bliżej tej osoby?
- Tak miałem tak dwa razy. Raz to oczywiście jak spotkałem twoją mamę, drugi to było w liceum. Byłem o rok starszy od ciebie. Do naszej szkoły przyszła nowa uczennica nazywała się Maria Saramego. Była przepiękna i przepięknie śpiewała. Zakochałem się w niej. Zostaliśmy przyjaciółmi. Czasami myślałem, że będzie kimś więcej. Niestety nie udało się. Ona zakochała się w kimś innym, a potem odeszła z naszej szkoły. Uczęszczała nawet do Studio 21. Najgorsze jest w tym to, że umarła i zostawiła swoje dziecko i męża. Oni gdzieś wyjechali, nie chcieli mieć kontaktu z nią i jej rzeczami, a mi pozostało tylko wspomnienie.
- Tato to smutne.
- Tak wiem. Mam nadzieję i życzę ci tego byś nigdy w życiu nie musiał czegoś takiego przeżyć.
- Dziękuję ci tato. Bardzo mi pomogłeś – powiedziałem i przytuliłem się do ojca.

Później poszedłem do pokoju i ubrałem swój najlepszy garnitur. Po ubraniu się wyszedłem z domu i poszedłem do kwiaciarni i kupiłem kolorowy bukiet róż . Były tam czerwone, żółte, białe, różowe, fioletowe (musiałem się ich naszukać) i pomarańczowe kwiaty. Z domu wziąłem torebkę z jeszcze jednym prezentem, jeszcze bardziej potwierdzającym naszą miłość.


Wiem, że krótki ale mam nadzieję, że się podoba. Nadal szkoda, że nie ma żadnych komentarzy, ale cieszę się, że parę osób mnie czyta. Pozdrawiam was serdecznie i mam nadzieję, że nie przestaniecie czytać. Pozdrawiam również Zosię, która bardzo mnie motywuje w tym co robię. Chcę wam powiedzieć, że mimo to, że nie potrafię tak dobrze pisać jak niektóre blogerki to mam nadzieję, że wam się podoba.

środa, 5 marca 2014

Rozdział 6

Rozdział 6
„Ups! Poza tym i tak to by się prędzej czy później wydało.”

* Leòn - Studio 21 *

Po odprowadzeniu Violetty poszedłem prosto do Studio. Zeszłego wieczora przemyślałem to i owo i uświadomiłem sobie, że muszę zmienić sobie towarzystwo. Podszedłem więc do Maxiego i reszty i powiedziałem
- Cześć.
- Cześć, a ty nie z Ludmiłą?
- Nie, wczoraj z nią zerwałem i uświadomiłem sobie, że miała na mnie zły wpływ, więc przestałem się z nią spotykać.
- Nie jestem do końca pewna – oznajmiła Fran.
- Ale ja mówię prawdę. Poza tym podoba mi się inna.
- To akurat wiemy – powiedziała Cami z uśmiechem. – A co do tego zerwania?
- Ja jestem pewny – odezwał się niespodziewanie Maxi. – Wczoraj widziałem jak Ludmiła się żali Nati. Poza tym Natalia sama mi o tym powiedziała.
- Ale jak to? Wiecie, że ktoś inny mi się podoba? – ocknąłem się myśląc nad słowami Cami.
- Tak, przyłapałam cię ja całowałeś się wczoraj z jakąś brunetką – powiedziała z twarzą winnej dziewczynki Francesca.
- Ups! – powiedziałem zakłopotany. – Poza tym i tak by to się prędzej czy później wydało.
- Nie martw się tym tak bardzo, my nikomu nie powiemy, a na pewno nie Ludmile.
- Dzięki,  a teraz chodźmy na zajęcia.
- Spoko. Idziemy.
  
* Pablo - Pokój nauczycielski w Studio 21 *

W pokoju nauczycielskim byłem ja Pablo – dyrektor Studio, Angie – nauczycielka śpiewu, Roberto ( Beto ) – nauczyciel gry na instrumentach, Gregorio – nauczyciel tańca i Antonio – właściciel Studio. Rozmawialiśmy o dwóch ważnych rzeczach: o przesłuchaniach na nowych uczniów Studio i o jego budżecie. Na początku przemówił Antonio
- Słuchajcie mamy dwie ważne sprawy do omówienia. Zacznijmy może o naszych przyszłych uczniach. Sądzę, że powinniśmy powiesić dwie informacje o naborze uczniów, jedną w szkole, a drugą przed nią. Na głównej tablicy ogłoszeń powinna być wywieszona lista gdzie różne osoby mogły by się zapisać na przesłuchanie. Ono by wyglądało tak jak co roku.
- Myślę, że to jest genialny pomysł Antonio – powiedziałem. – A! A pro po naszego budżetu to myślę, że moglibyśmy zrobić przedstawienie lub koncert by uzbierać trochę pieniędzy. Oczywiście jak już dojdą nowi uczniowie. Sądzę, że oni też się nam przydadzą.
- Tooo-to wspaniałyyy pooomysł z tym przedctawieeniem. Niech taaam występuję takie wieeelkiee jabłkoo ,, Jestem wieelkie jabłkooo” – wszyscy przecząco pokręciliśmy głowami na wypowiedź Beto. – Nie, no dobrze jasne.
- Ale jak to. Nie, nie i jeszcze raz nie. Robimy występy tak jak wcześniej – wykłócał się Gregorio. On zawsze ma jakieś wąty do mnie.
- Ale czemu nie takie przedstawienie lub koncert to całkiem fajna sprawa – mówiła Angie.
- No dobrze zróbmy głosowanie – powiedział Antonio. – Kto jest za przedstawieniem lub koncertem? – zgłosiły się cztery osoby w tym oczywiście ja. – Bardzo mi przykro Gregorio ale jest przegłosowane. Realizujemy pomysł Pablo.

* Franceska - Pewna sala w Studio 21 *

Leòn, Maxi, Cami, Brako, Andres ( dołączył do Leòna, gdyż to jego najlepszy przyjaciel) i ja byliśmy w Sali gdy nagle weszła Ludmiła z Natalią.
- Nie dość, że ze mną zerwałeś to jeszcze się zadajesz z naszymi wrogami? – oburzyła się Lu.
- Nie naszymi tylko twoimi. To są moi przyjaciele, nie to co ty. Ty mnie tylko wykorzystywałaś. Zrób to, zrób tamto. Miałem tego dość, więc z tobą zerwałem.
- Ale jak to! Jeszcze nie dawno lubiłeś spędzać ze mną czas.
- Tak ale… - Leòn chyba wciąż myślał o tej dziewczynie z parku – ale… ostatnio przemyślałem to o nas i o naszym związku i to i tak wcześniej czy później zakończyło by się katastrofą, więc nie mamy o czym rozmawiać.
- Nati, chodź idziemy od tej bandy luzerów.
Natalia przy wyjściu obróciła się do Maxiego i pomachała do niego. On się zarumienił i odmachał jej. Przepraszam czy coś mnie omknęło? Chwilę później zauważyłam, że ktoś wiesza jakąś kartkę na tablicy ogłoszeń.
- Patrzcie. Ciekawe co to?
- Nie wiem, sprawdźmy – powiedziała Cami.
Podeszliśmy do tablicy i zauważyliśmy zgłoszenia na nowych uczniów. Wszyscy się ucieszyliśmy, gdyż to oznaka na nowe przyjaźnie i talenty. Jednak nie wszyscy popierali naszą radość. Znów podeszła Ludmiła i zaczęła wykrzykiwać na całe Studio
- Co, jak to? Nie! Ja nie chcę tu nowych uczniów! Będą mi jeszcze robić konkurencję! Albo gorzej będą chcieli mnie poznać! Nie pozwolę na to!
- Ludmiła nikt ci nie będzie robił konkurencji w byciu zarozumiałą divą – zaśmiał się Leòn, a wraz z nim reszta paczki włącznie ze mną.

- Mówiłam wam, nie odzywajcie się do mnie.


Jak obiecałam tak zrobiłam. Oby się wam spodobało. Czasami myślę, że powinnam przestać pisać, bo i tak prawie nikt tego nie czyta, więc jaki to ma sens. I chyba tak zrobię. Myślę, że to jest jedyne rozwiązanie, bo po co pisać jak nikt tego nie czyta? Bo co ślęczeć w nocy i pisać dla samej siebie? To tak jakby mówić do ściany. Jeżeli ktoś to czyta to mam nadzieję, że się podoba bo to prawdo podobnie mój ostatni post. Mimo iż jest tak wcześni to i tak życzę wszystkim miłego dnia.

wtorek, 4 marca 2014

Rozdział 5

Rozdział 5
„Nazwałeś mnie twoją dziewczyną?”

* Violetta - Dom Violetty *

Następnego dnia wstałam z samego rana. Ubrałam się i zeszłam na dół zjeść śniadanie. Po posiłku pobiegłam do pokoju, wzięłam swoją urodzinową kreację i dałam ją do prasowania Oldze. Wzięłam swój pamiętnik i wyszłam do parku. Usiadłam na ławce i zaczęłam pisać. „To dziś! Kończę 17 lat! To będą najlepsze urodziny w życiu. Nie mogę się doczekać przyjścia Leòna. Już mam sukienkę i dodatki. Teraz zostało mi tylko czekać kiedy wreszcie go spotkam. Może go spotkam w parku. Nigdy nie zapomnę…” Pisałam gdy ktoś nagle zasłonił mi oczy.
- Zgadnij kto to? – zapytała się osoba.
,,Nigdy nie pomylę tego głosu z żadnym innym” pomyślałam.
- Czy to może…? Nie to nie on – droczyłam się. – Spróbuję, może uda mi się trafić. Czy to Luigi?
- Nie. Próbuj dalej.
- L… L… Leòn?
Tajemnicza osoba odsłoniła mi oczy i pocałowała mnie w policzek.
- Skąd wiedziałaś? – zapytał się po czym się zaśmiał. – Proszę to dla ciebie – powiedział i wręczył mi fioletową różę (fioletowa roża to oznaka miłości od pierwszego wejrzenia. Ooooo).
- Dziękuję. Czy pamiętasz jeszcze o dzisiejszym popołudniu?
- Pamiętam. Dwa razy mnie szantażowałaś, więc jak miałbym zapomnieć. I to o mojej dziewczynie.
- Leòn, czy ja się nie przesłyszałam? Nazwałeś mnie twoją dziewczyną?
- Tak, a coś źle powiedziałem.
- Och, Leòn – powiedziałam i rzuciłam się w jego ramiona. – To najlepszy prezent jaki dostałam.
Popłakałam się ze szczęścia, a on jedną ręką dotknął mojego policzka, a w drugą wziął moją rękę i powiedział
- Obiecuję ci, że nigdy nikt i nic nas nie rozdzieli – oznajmił z powagą.
Uśmiechnęłam się przez płacz, a Leòn delikatnie pocałował mnie w usta (piąty…). Kiedy skończył powiedziałam
- Błagam cię nie kończ – i nasze usta zetknęły się ponownie w namiętnym pocałunku (szósty…).
Gdy tym razem przestał uśmiechnęłam się tylko, a potem utonęłam w jego czułym uścisku. Nagle Leòn wstał i podał mi maleńkie pudełeczko. Byłam lekko zdezorientowana lecz on tylko powiedział
- Nie bój się, otwórz. Mam nadzieję, że ci się spodoba.
Uśmiechnęłam się i delikatnie uchyliłam wieczko. To co tam zobaczyłam zwaliło mnie z nóg. W pudełeczku była złota bransoletka z inicjałami VC i LV. Pomiędzy nimi znajdował się mały plusik, a cały napis był w złotym sercu. Znów nie mogłam powstrzymać łez. Leòn uklęknął przed de mną (co? On mi chce się oświadczyć?) wziął moją rękę i założył jej bransoletkę na rękę. On usiadł obok mnie i powiedział
- Podoba ci się?
- Podoba to mało powiedziane. Ona jest przepiękna – powiedziałam przez łzy i wtuliłam się w Leòna.
Siedzieliśmy tam przez jakeś pięć minut i wpatrywaliśmy się w taflę wody. W końcu zapytałam się mimo, że nie chciałam kończyć tak miłego spotkania
- Leòn, odprowadzisz mnie do domu?
- Tak, jasne. Ale dla czego w tej chwili?
- Mój tata się pewnie martwi, że mnie tak długo nie ma. A poza tym, to czy przypadkiem ktoś nie ma tu zaraz zajęć?
- No dobrze, dobrze.
- A poza tym muszę jeszcze…
- No co?
- Muszę jeszcze…
- Muszę jeszcze co?
- Muszę jeszcze znaleźć nie… O nie prawie się wygadałam! Nie kuś mnie dziś więcej, zobaczysz popołudniu.
- A jak nie, to co? – drażnił się.
- Myślałam, że będziesz chciał ale chyba nie.
- Będę chciał co?
- Całusa. Ale naj widoczniej się pomyliłam.
- No proszę – błagał.
Tylko przewróciłam oczami i pocałowałam Leòna w usta (siódmy…). On zaczął zachowywać się jak dziecko i wyszczerzył się tak, że  nie mogłam powstrzymać śmiechu. Po chwili gdy się uspokoiłam powiedziałam
- Chodź bo się spóźnisz.
- No dobra, dobra.
Wzięłam go za rękę i pociągnęłam za sobą. Gdy stanęliśmy pod drzwiami mojego domu powiedziałam
- Kocham cię, ale nie chcę byś mnie zranił.
- O to nie musisz się troszczyć – i przytulił mnie do swojej piersi.

On pocałował mnie w policzek po czym położył na nim rękę. Znów poczułam ciepło jego ręki. Leòn wziął moją rękę i pocałował ją. Stałam tam i patrzyłam jak mój chłopak (jak to pięknie brzmi) odchodzi. Gdy straciłam go z pola widzenia weszłam do domu.   

Bardzo długo nie pisałam, ale jednak dziś dodałam jeden post. Może za niedługo dodam kolejny. Szkoda, że piszę tyko dla siebie. Mam nadzieję, że się podoba tym, którzy to przeczytali. Kolejny post jak mi się uda to jutro lub po jutrze. Mam nadzieję na komentarze.